RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2013

Marbella perła Andaluzji

26 sie

Lato powoli nas opuszcza. Poranki zaczynają witać orzeźwiającym chłodem. Już brakuje mi upalnych dni.

 Zabieram Was dzisiaj do miejsca, w którym nocny spacer w T-shirt’cie nadal jest możliwy.

 

Marbella - hiszpańskie miasteczko w Andaluzji.

 

 Czaruje urokliwymi uliczkami dającymi schronienie przed gorącym słońcem południa. Czyste, piaszczyste plaże. Ciepła ,śródziemnomorska woda.

 

 Każdy zakamarek zabytkowej części miasta kusi niezliczoną ilością kawiarni, restauracji.

Nie sposób opszeć się serwowanym wszędzie lokalnym tapas (niewielkim przystawkom, często w wersji mix).

Dla amatorów owoców morza idealne będą chiringuitos (zazwyczaj otwierane dopiero po zmroku). Wyśmienite rybki przygotowywane są na naszych oczach, w najprostrzy ze sposobów. Na małych ogniskach umiejscowionych bezpośrednio na plaży.

 

Polecam skosztować „espetos de sardinas” – mój faworyt od dobrych kilku lat.

Mamy okazję przeżywać niezwykłą kulinarną przygodę, przyprawioną światłem księżyca i szumem morza.

Na deser kąpiel wśród fal? Czemu nie!

Dobrego dnia!

 

Urlop break ;)

26 sie

Kochani!

Na blogu chwilowy zastój spowodowany moim urlopem. Obiecuję wynagrodzić tą posuchę pięknymi zdjęciami już wkrótce.

Tymczasem, relaks…

Buziaki!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii kobieta, miejsca, podróże

 

Color therapy healing – Mexico, Puebla.

12 sie

Dzisiaj poniedziałek. Początek tygodnia, deficyt sił. Ratując się kawą postanowiłam zwalczyć zmęczenie stawiając na kolory! Barwy budzą do życia, dodają energii. Taka ekspresowa terapia naprawdę przynosi efekty. Kolorowy będzie również dzisiejszy post.

Meksyk – miasto moloch, tonące w smogu. Zagęszczenie samochodów na metr kwadratowy, jak dla mnie zbyt duże. Będąc w centrum ciężko złapać oddech.

Enklawami są hotele dla zagranicznych turystów. Właśnie w jednym z takich znalazłam swoje miejsce.

Oswajanie Meksyku rozpoczęłam od przystanku w Narodowym Muzeum  Antropologicznym. Banalne? Wcale nie. Oczekiwałam tłumów a spotkałam ciszę i ukojenie.

Zostałam poddana magii szamanów. Skutecznie udało im się rzucić na mnie zaklęcie.

Nieograniczoną przestrzenią mogłam cieszyć się kilkadziesiąt minut jazdy ze Ciudad de Mexico – w prekolumbijskim mieście Teotihuacan. Warto wybrać się tu wczesnym rankiem. Jesteśmy tam wtedy prawie sami. Wtedy łatwiej wyobrazić sobie jak żyło „miejsce, w którym ludzie stawali się bogami”.

Prawdziwy zastrzyk energii otrzymałam w Xochimilco, podczas wyprawy łodziami zwanymi „trajineras”. Tutaj kolory były wszędzie. Cudownie!

Prawie jak nasi flisacy ;)

Impreza na łódkach? Czemu nie! Mariachi obowiązkowi.

Zauroczeni tym, co zobaczyliśmy, postanowiliśmy pojechać dalej, w głąb kraju. Kolejna piękna niespodzianka: Puebla. Bardziej przypomina mi europejskie miasteczko niż  otoczoną przez góry i wulkany środkowoamerykańską miejscowość. Tropikalny klimat i specyficzne jedzenie skutecznie dają znać, gdzie jesteśmy.

Kwiat pustyni :)

Na koniec zdjęcie, które uwielbiam. Przypomina, że zawsze warto mieć w sobie coś z dziecka!

KOLOROWEGO DNIA!

 

Boskie Buenos

09 sie

Za oknem tropikalne temperatury. Przydała by się porządna ulewa. Pamiętam taki zbawienny prysznic z nieba, który miałam okazję przeżyć podczas wizyty w Buenos Aires. Byłam przemoczona do suchej nitki ale przeszczęśliwa! Chwila oddechu podczas zwiedzania tego miasta – bezcenna.

W tamtejszych warunkach „trochę” wody nikogo nie dziwi. Nikt nie ucieka w popłochu. Ludzie nadal jeżdżą na rowerach, spokojnie, bez pośpiechu, bez nerwów. My, jak na wygodnych Europejczyków przystało postanowiliśmy poszukać suchego miejsca na przeczekanie. Lokalna knajpka przywitała nas swoimi dobrodziejstwami. Przepysznymi empanadas (smażone pierożki nadziewane przeróżnymi wynalazkami) i nastrojem relaksu udzielającym się każdemu, kto tu zawitał.

A po burzy wyszło słońce. Buenos uśmiechało się do nas baaardzo szeroko, ukazując swój niesamowity koloryt. Dzielnica portowa La Boca wita rozbrzmiewając rytmem tanga, ferią barw, różnorodnością, gwarem.

Gdy zmęczył nas tłum postanowiliśmy poszukać miejsc do wyciszenia się. Wśród zieleni odpoczywa się najpełniej.

 

Dla potrzebujących strawy dla ciała polecam wyśmienity lokal Des Vivel. Porcje mięsa wybiera się tam samodzielnie a następnie na specjalnie przygotowanym ruszcie smaży się niepowtarzalna parrillada.

Nasze wieczory nie mogły się obyć bez „zestawów specjalnych”, czyli pitka różnej maści oraz dulce de leche.

Poza pamiątkami z Buenos bardzo ważne są dla mnie chwile.

Do dzisiaj wracam tam , łapię tamto powietrze, tamten oddech…

Zdjęcia: Grzegorz W. i Anna D.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

To ja, Ania

09 sie

Witajcie! Postanowiłam założyć ten blog z myślą o wszystkich osobach ceniących wyjątkowość, piękno chwili zatrzymanej w obiektywie aparatu fotograficznego.

Jeśli chcecie poznać świat od kobiecej strony, nie taki, jakim opisują go przewodniki turystyczne, to dobrze trafiliście. Pokażę Wam, to co dla mnie ma klimat, smak i to coś.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii