RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘kobieta’

Jastarnia, czyli przystanek wakacje.

27 lip

Kochani!

Lubię wracać do miejsc, które już kiedyś odwiedziłam. Prym na mojej liście wiedzie Jastarnia. Byłam tu około 30 razy i chyba nigdy mi się nie znudzi.

W tym roku udało mi się wygospodarować tydzień i spędzić go w najpiękniejszym miejscu polskiego wybrzeża.

Pogoda dopisała, towarzystwo również. Według mnie jest tu cudnie. Z resztą oceńcie sami :)

image(3)

image(4)

image(8)

image(13)

zdjęcie(76)

zdjęcie(77)

zdjęcie(75)

zdjęcie(78)

Odwiedzajcie Jastarnię! Warto!

 

Wszystkie kolory jesieni

30 paź

Po czterech mglistych dniach w Krakowie znowu zaświeciło słońce.

Wspaniale jest mieszkać w naszej szerokości geograficznej i móc cieszyć się czterema porami roku. Jesień jest tak niesamowicie kolorowa, że aż chce się żyć! To nic, że czasem pada, wieje i nie chce nam się wyściubić nosa spod ciepłego koca. Taki dzień jak dziś dodaje energii lepiej niż espresso. Przesyłam Wam tą energię na zdjęciach zdobionych między innymi dzisiaj w drodze do pracy :)

zdjęcie(18)

zdjęcie(19)

zdjęcie(20)

zdjęcie(22)

zdjęcie(24)

zdjęcie(25)

Jesienne specjały w koszu nie tylko cieszą oko, ale i podniebienie!

zdjęcie(23)

A tak było jeszcze wczoraj nad Wisłą. Uwaga to jest zdjęcie kolorowe!

zdjęcie(26)

:-D

 
 

Past few months

21 lip

Kilka ładnych miesięcy upłynęło bez wpisu… szlocham, ale tak bywa.  Eskapady ustąpiły miejsca zmianom na polu mieszkaniowym ;) Coś tam niby się działo, ale małłoooo.  Za kilka dni wyruszamy na rajd po wschodzie Polski.

Tymczasem bardzo króciutki przegląd ostatnich miesięcy. Zaobserwowane, uwiecznione.

zdjęcie(8)

Zarabie – Myślenice

zdjęcie(9)

„…leśne ścieżki wąskie…”

zdjęcie(6)

zdjęcie(7)

I Kochany Kraków, dobry na każdą porę!

Do zobaczenia wkrótce!

 

Plaża – bardzo subiektywny ranking ulubionych.

10 wrz

Przed nami jeszcze kilka dni lata. W tym roku nas rozpieściło. Upały, słońce, było cudnie! Muszę przyznać, że jedną nogą jestem w pracy a drugą na plaży. Jakoś ciężko mi na 100% wkręcić się w biurową rzeczywistość. Stworzyłam dla Was zupełnie nieobiektywny ranking plaż, które skradły moje serce.

Miejsce 10: Vina del Mar – Chile.

Piaszczysta, szeroka plaża miejska położona nad brzegiem Oceanu Spokojnego. Woda zimna ale za to ostre słońce sprzyjające złotej opaleniźnie.

Vina del Mar

Vina del Mar – playa

 

 Miejsce 9: Barceloneta, Hiszpania

Nie należy do najczystszych na świecie, ale fakt że znajduje się w Barcelonie jest dla mnie ogromnym plusem. Uwielbiam ducha tego miasta!

Barceloneta

 

Miejsce 8: Maleńka, dzika plaża w Iguazu na granicy Brazylii i Argentyny.

Dotarcie na nią to nie lada wyzwanie. Jedyną możliwością jest wyprawa motorówką wśród wzburzonych wód wodospadów. Niesamowity krajobraz.

Iguazu Falls

Iguazu

 

Miejsce 7: Playa del Carmen – Meksyk

Białe, gorące piaski, idealna temperatura wody. Leżaki można wynająć na cały dzień nie wydając na to majątku. Istny inkubator dobrego samopoczucia. Uśmiechnięta buzia gwarantowana (co obrazuje poniższe zdjęcie ;))!

Playa del Carmen

Miejsce 6: Playa de la Malvarrosa – Valencia, Hiszpania

Bardzo szeroka, czysta plaża położona w niewielkiej odległości od centrum Valencii. Bezpośrednio sąsiaduje z otoczonym palmami deptakiem. Pięknie utrzymana.

Playa de la Malvarrosa

 

Miejsce 5: Ipanema – Rio de Janeiro, Brazylia

Dla mnie o wiele fajniejsza niż Copacabana. Ciepła woda. Drobnoziarnisty piasek. W sklepikach przy plaży możliwość skosztowania orzeźwiającej wody kokosowej – wprost z orzecha.

Ipanema

widok z Ipanemy

 

Miejsce 4: Jastarnia, Półwysep Helski

To plaże mojego dzieciństwa. Byłam tam chyba ze 100 razy i zawsze się zachwycam. Zapachem, który jest tylko nad polskim morzem. Śpiewem mew, który tu brzmi jak nigdzie indziej na świecie.

widok na Bałtyk

plaża od strony Zatoki Puckiej

 

Miejsce 3: Laguna Blanca, Chile

Miejsce niesamowite pod wieloma względami. Położenie kosmiczne. Jeśli nie masz auta terenowego, to dobytek na plecy i na spacerek! W około godzinę od najbliższej drogi będziesz na miejscu :) A warto!

Laguna Blanca

 

Miejsce 2: Urka, Rio de Janeiro, Brazylia

Spokojna plaża położona w bogatej dzielnicy Rio de Janeiro. Turystów śladowe ilości. Napić się Caipirinha w takiej sceneriipolecam!

Urka

 

Miejsce 1: Marbella, Hiszpania

To moja zdecydowana faworytka. Powodów jest wiele i są bardzo subiektywne. Było mi tam po prostu dobrze. Ciepło. Bezpiecznie. Ta plaża tętni życiem przez całą dobę. Kąpiel w falach – uwielbiam. Strawa dla ducha na równi ze strawą dla ciała. Delicje serwowane w niezliczonych knajpkach rozsianych przy nadmorskiej promenadzie. Żyć nie umierać!

 

Posmakuj Kraków!

04 wrz

Kochani! Każdy dzień jest dobry, żeby podarować sobie trochę przyjemności. Cudownie jest smakować nowe potrawy i miejsca. Daje mi to radość i zdecydowanie poprawia samopoczucie. Polecę Wam dzisiaj kilka moich ulubionych zakątków Krakowa wraz z ich specjałami.

Szybkie śniadanie zjadam na rogu Rynku i ul. Floriańskiej. Stawiam na ten ogródek z uwagi na dobre kanapki i fajny widok.

Castor Coffee Club

Uwielbiam poranki w mieście. Wszystko budzi się do życia. Przemykam uliczkami Kazimierza i upajam się jego klimatem. Każda kamienica ma w sobie coś pięknego.

ulica św. Józefa

Kazimierz

Ul. Szeroka

Idąc ulicą Bożego Ciała koniecznie trzeba wstąpić do EDO na najlepszą lekką przekąskę w mieście. Pięknie podany creme brulee w trzech zabójczo smacznych wariantach – sezam, imbir oraz zielona herbata.

creme brulee

Oko cieszy również minimalistyczny, orientalny wystrój tego miejsca.

EDO

Żegnając Kazimierz ruszam w stronę Rynku Głównego. Warto wejść na Wieżę Ratuszową aby podziwiać miasto z nieco innej perspektywy.

Niedaleko, przy ul. św. Tomasza znajduje się czarodziejskie podwórko. Należy do kawiarni Loch Camelot. Ustawione tu stoliczki kuszą nieodpartym urokiem. Aż chce się być częścią tej bajki…

Kiedy robi się chłodno, do środka zapraszają drewniani strażnicy i tajemniczy półmrok.

Aby dopełnić całości zamawiam deser. Tarta z malinami przechodzi moje najśmielsze oczekiwania!

Ładunek pozytywnych wrażeń na bardzo wysokim poziomie. Pozostaje tylko powiedzieć:

Do zobaczenia w Krakowie!

 
 

Marbella perła Andaluzji

26 sie

Lato powoli nas opuszcza. Poranki zaczynają witać orzeźwiającym chłodem. Już brakuje mi upalnych dni.

 Zabieram Was dzisiaj do miejsca, w którym nocny spacer w T-shirt’cie nadal jest możliwy.

 

Marbella - hiszpańskie miasteczko w Andaluzji.

 

 Czaruje urokliwymi uliczkami dającymi schronienie przed gorącym słońcem południa. Czyste, piaszczyste plaże. Ciepła ,śródziemnomorska woda.

 

 Każdy zakamarek zabytkowej części miasta kusi niezliczoną ilością kawiarni, restauracji.

Nie sposób opszeć się serwowanym wszędzie lokalnym tapas (niewielkim przystawkom, często w wersji mix).

Dla amatorów owoców morza idealne będą chiringuitos (zazwyczaj otwierane dopiero po zmroku). Wyśmienite rybki przygotowywane są na naszych oczach, w najprostrzy ze sposobów. Na małych ogniskach umiejscowionych bezpośrednio na plaży.

 

Polecam skosztować „espetos de sardinas” – mój faworyt od dobrych kilku lat.

Mamy okazję przeżywać niezwykłą kulinarną przygodę, przyprawioną światłem księżyca i szumem morza.

Na deser kąpiel wśród fal? Czemu nie!

Dobrego dnia!

 

Urlop break ;)

26 sie

Kochani!

Na blogu chwilowy zastój spowodowany moim urlopem. Obiecuję wynagrodzić tą posuchę pięknymi zdjęciami już wkrótce.

Tymczasem, relaks…

Buziaki!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii kobieta, miejsca, podróże

 

Color therapy healing – Mexico, Puebla.

12 sie

Dzisiaj poniedziałek. Początek tygodnia, deficyt sił. Ratując się kawą postanowiłam zwalczyć zmęczenie stawiając na kolory! Barwy budzą do życia, dodają energii. Taka ekspresowa terapia naprawdę przynosi efekty. Kolorowy będzie również dzisiejszy post.

Meksyk – miasto moloch, tonące w smogu. Zagęszczenie samochodów na metr kwadratowy, jak dla mnie zbyt duże. Będąc w centrum ciężko złapać oddech.

Enklawami są hotele dla zagranicznych turystów. Właśnie w jednym z takich znalazłam swoje miejsce.

Oswajanie Meksyku rozpoczęłam od przystanku w Narodowym Muzeum  Antropologicznym. Banalne? Wcale nie. Oczekiwałam tłumów a spotkałam ciszę i ukojenie.

Zostałam poddana magii szamanów. Skutecznie udało im się rzucić na mnie zaklęcie.

Nieograniczoną przestrzenią mogłam cieszyć się kilkadziesiąt minut jazdy ze Ciudad de Mexico – w prekolumbijskim mieście Teotihuacan. Warto wybrać się tu wczesnym rankiem. Jesteśmy tam wtedy prawie sami. Wtedy łatwiej wyobrazić sobie jak żyło „miejsce, w którym ludzie stawali się bogami”.

Prawdziwy zastrzyk energii otrzymałam w Xochimilco, podczas wyprawy łodziami zwanymi „trajineras”. Tutaj kolory były wszędzie. Cudownie!

Prawie jak nasi flisacy ;)

Impreza na łódkach? Czemu nie! Mariachi obowiązkowi.

Zauroczeni tym, co zobaczyliśmy, postanowiliśmy pojechać dalej, w głąb kraju. Kolejna piękna niespodzianka: Puebla. Bardziej przypomina mi europejskie miasteczko niż  otoczoną przez góry i wulkany środkowoamerykańską miejscowość. Tropikalny klimat i specyficzne jedzenie skutecznie dają znać, gdzie jesteśmy.

Kwiat pustyni :)

Na koniec zdjęcie, które uwielbiam. Przypomina, że zawsze warto mieć w sobie coś z dziecka!

KOLOROWEGO DNIA!