RSS
 

Dolina Księżycowa – Velle de la Luna

23 paź

Nie lubię gór! Zdecydowanie odstraszają mnie pozorne szczyty, wspinaczka i tego rodzaju atrakcje. Jest jednak malutki wyjątek. Dolina Księżycowa w Chile. Góry – nie góry.  Jak dla mnie było tam wystarczająco stromo i wysoko :). Valle de la Luna znajduje się na Pustyni Atacama w północnej części Chile.

Nazwa zobowiązuje. W dolinie klimaty są rzeczywiście księżycowe. Skały, piach, surowy krajobraz o nasyconej, monochromatycznej kolorystyce. To naprawdę robi wrażenie!

Gigantyczne piaskowe wydmy stanowią nie lada pożywkę dla amatorów sand-surfingu.

Deski mi brakowało… ale w dół ciągnęło ;)

Zachwyciłam się tworami skalnymi. Poniżej głowa dinozaura.

A tu amfiteatr. Natura potrafi zaskakiwać.

Bez namysłu schodziliśmy do grot skalnych, z których wyjścia pewni wcale nie byliśmy…

Po co ta gimnastyka, podejścia, wspinaczki? Może po to aby pokonać lęki, oswoić demony? Najważniejsze, że się udało :)

Nagrodą za wszystko był niesamowity zachód słońca.  Promienie stopniowo opierały się o pasma górskie tworząc przepiękne widowisko. Było nastrojowo i zupełnie NIE ziemsko!

Może czasami warto pójść o krok dalej? Przełamać strach i uprzedzenia…

 

Madryt

11 paź

Być w Hiszpanii i nie wstąpić do Madrytu – straszna szkoda. Jeżeli jednak komuś z Was nie było tam po drodze, to zachęcę i przybliżę bardzo chętnie :)

Na liście stolic, które koniecznie trzeba zobaczyć, u mnie zajmuje wysoką pozycję. Madryt monumentalny, królewski i zarazem nostalgiczny. To miasto pełne szeroko pojętej kultury i sztuki. Lubię go za to, że nigdy nie zasypia. Właśnie po zmroku odkrywa swoje najpiękniejsze karty. Jest tu gwarno, kolorowo i ciekawie.

Przepych architektoniczny zapiera dech w piersiach. Urzeka mnie swoim ogromem i budzi respekt. Nie sposób nie dostrzec śladów majestatycznej przeszłości.

Muszę wspomnieć o gmachu dworca kolejowego, który zdecydowanie nie jest przeciętny. Wygląda jak gigantyczna oranżeria. W takim otoczeniu oczekiwanie na pociąg nie stanowi problemu.

Świątynia Debod -  kolejne niesamowite miejsce. Została podarowana Hiszpanii przez władze Egiptu. Położona jest niedaleko Pałacu Królewskiego w Parque de la Montana. Tutaj powinien dotrzeć każdy, bo naprawdę warto. Świątynia pozytywnie zamiesza Wam w głowie – obiecuję!

 

Park Retiro to ulubione miejsce nie tylko moje ale i większości rdzennych mieszkańców Madrytu.

Park zajmuje powierzchnię aż 120 hektarów! Infrastriktura wewnątrz parku sprzyja aktywnemu wypoczynkowi a także relaksowi przy symbolicznej una cana (czyli szklaneczce piwa – najlepiej lokalnego;))

Słonecznego dnia Kochani!

 

Lanckorona – quick break.

16 wrz

Lanckorona to przepięknie położona miejscowość. Usytuowana jest na pochyłym tarasie górskim, z którego rozciągają się wspaniałe beskidzkie krajobrazy. To idealne miejsce na szybką, jesienną ucieczkę z miasta.

Zapisałam w pamięci Lanckoronę lekko zamyśloną…

Wszechobecne rękodzieło, któremu uroku odmówić nie sposób.

Spacerując wśród zabytkowych, dziewiętnastowiecznych domów, natrafiłam na niesamowity ogródek. Jak się później okazało, należący do lokalnego artysty. Z każdego zakamarka tego magicznego zakątka spoglądały na mnie ceramiczne rzeźby.

Najbardziej przypadły mi do gustu pokaźnych rozmiarów koty. Z pewnością kiedyś takiego „zaadoptuję”.

Na przekąskę wstąpiłam do Arka Cafe. Tu również miłe zaskoczenie. Cieszący oko, ciepły, bezpretensjonalny  wystrój oraz przesmaczne ciasto czekoladowe z sosem ze świeżych malin.

Jeżeli dysponujecie wolnym popołudniem, to naprawdę warto tu przyjechać. Odetchnąć pełną piersią przemierzając jedną z wielu leśnych tras. Wdrapać się na ruiny piastowskiego zamku. Podładować baterie po prostu leżąc na trawie (póki pogoda na to pozwala)!

Pozdrawiam!

 

Plaża – bardzo subiektywny ranking ulubionych.

10 wrz

Przed nami jeszcze kilka dni lata. W tym roku nas rozpieściło. Upały, słońce, było cudnie! Muszę przyznać, że jedną nogą jestem w pracy a drugą na plaży. Jakoś ciężko mi na 100% wkręcić się w biurową rzeczywistość. Stworzyłam dla Was zupełnie nieobiektywny ranking plaż, które skradły moje serce.

Miejsce 10: Vina del Mar – Chile.

Piaszczysta, szeroka plaża miejska położona nad brzegiem Oceanu Spokojnego. Woda zimna ale za to ostre słońce sprzyjające złotej opaleniźnie.

Vina del Mar

Vina del Mar – playa

 

 Miejsce 9: Barceloneta, Hiszpania

Nie należy do najczystszych na świecie, ale fakt że znajduje się w Barcelonie jest dla mnie ogromnym plusem. Uwielbiam ducha tego miasta!

Barceloneta

 

Miejsce 8: Maleńka, dzika plaża w Iguazu na granicy Brazylii i Argentyny.

Dotarcie na nią to nie lada wyzwanie. Jedyną możliwością jest wyprawa motorówką wśród wzburzonych wód wodospadów. Niesamowity krajobraz.

Iguazu Falls

Iguazu

 

Miejsce 7: Playa del Carmen – Meksyk

Białe, gorące piaski, idealna temperatura wody. Leżaki można wynająć na cały dzień nie wydając na to majątku. Istny inkubator dobrego samopoczucia. Uśmiechnięta buzia gwarantowana (co obrazuje poniższe zdjęcie ;))!

Playa del Carmen

Miejsce 6: Playa de la Malvarrosa – Valencia, Hiszpania

Bardzo szeroka, czysta plaża położona w niewielkiej odległości od centrum Valencii. Bezpośrednio sąsiaduje z otoczonym palmami deptakiem. Pięknie utrzymana.

Playa de la Malvarrosa

 

Miejsce 5: Ipanema – Rio de Janeiro, Brazylia

Dla mnie o wiele fajniejsza niż Copacabana. Ciepła woda. Drobnoziarnisty piasek. W sklepikach przy plaży możliwość skosztowania orzeźwiającej wody kokosowej – wprost z orzecha.

Ipanema

widok z Ipanemy

 

Miejsce 4: Jastarnia, Półwysep Helski

To plaże mojego dzieciństwa. Byłam tam chyba ze 100 razy i zawsze się zachwycam. Zapachem, który jest tylko nad polskim morzem. Śpiewem mew, który tu brzmi jak nigdzie indziej na świecie.

widok na Bałtyk

plaża od strony Zatoki Puckiej

 

Miejsce 3: Laguna Blanca, Chile

Miejsce niesamowite pod wieloma względami. Położenie kosmiczne. Jeśli nie masz auta terenowego, to dobytek na plecy i na spacerek! W około godzinę od najbliższej drogi będziesz na miejscu :) A warto!

Laguna Blanca

 

Miejsce 2: Urka, Rio de Janeiro, Brazylia

Spokojna plaża położona w bogatej dzielnicy Rio de Janeiro. Turystów śladowe ilości. Napić się Caipirinha w takiej sceneriipolecam!

Urka

 

Miejsce 1: Marbella, Hiszpania

To moja zdecydowana faworytka. Powodów jest wiele i są bardzo subiektywne. Było mi tam po prostu dobrze. Ciepło. Bezpiecznie. Ta plaża tętni życiem przez całą dobę. Kąpiel w falach – uwielbiam. Strawa dla ducha na równi ze strawą dla ciała. Delicje serwowane w niezliczonych knajpkach rozsianych przy nadmorskiej promenadzie. Żyć nie umierać!

 

Posmakuj Kraków!

04 wrz

Kochani! Każdy dzień jest dobry, żeby podarować sobie trochę przyjemności. Cudownie jest smakować nowe potrawy i miejsca. Daje mi to radość i zdecydowanie poprawia samopoczucie. Polecę Wam dzisiaj kilka moich ulubionych zakątków Krakowa wraz z ich specjałami.

Szybkie śniadanie zjadam na rogu Rynku i ul. Floriańskiej. Stawiam na ten ogródek z uwagi na dobre kanapki i fajny widok.

Castor Coffee Club

Uwielbiam poranki w mieście. Wszystko budzi się do życia. Przemykam uliczkami Kazimierza i upajam się jego klimatem. Każda kamienica ma w sobie coś pięknego.

ulica św. Józefa

Kazimierz

Ul. Szeroka

Idąc ulicą Bożego Ciała koniecznie trzeba wstąpić do EDO na najlepszą lekką przekąskę w mieście. Pięknie podany creme brulee w trzech zabójczo smacznych wariantach – sezam, imbir oraz zielona herbata.

creme brulee

Oko cieszy również minimalistyczny, orientalny wystrój tego miejsca.

EDO

Żegnając Kazimierz ruszam w stronę Rynku Głównego. Warto wejść na Wieżę Ratuszową aby podziwiać miasto z nieco innej perspektywy.

Niedaleko, przy ul. św. Tomasza znajduje się czarodziejskie podwórko. Należy do kawiarni Loch Camelot. Ustawione tu stoliczki kuszą nieodpartym urokiem. Aż chce się być częścią tej bajki…

Kiedy robi się chłodno, do środka zapraszają drewniani strażnicy i tajemniczy półmrok.

Aby dopełnić całości zamawiam deser. Tarta z malinami przechodzi moje najśmielsze oczekiwania!

Ładunek pozytywnych wrażeń na bardzo wysokim poziomie. Pozostaje tylko powiedzieć:

Do zobaczenia w Krakowie!

 
 

Oaza spokoju – Białowieża

02 wrz

Początek września.  Dla większości z nas koniec wakacji i zderzenie z rzeczywistością. Praca, obowiązki, znowu brakuje wytchnienia. Dlatego zabieram Was dzisiaj do Białowieży. To miejsce pozwala genialnie odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku. Istna oaza spokoju, gdzie uczymy się, jak żyć w zgodzie z naturą.

jezioro

Ilość turystów na metr kwadratowy przyjemnie niska. Podczas kilkugodzinnej wędrówki przez Puszczę Białowieską na swojej drodze napotkaliśmy zaledwie 4 osoby (w tym dwie ze straży leśnej). Dokoła cisza. Przepiękne, nasycone kolory.

Mnie zauroczyła tamtejsza architektura. W większości drewniane domy, utrzymane w jednolitej konwencji.

Klimaty rodem z „Domu nad rozlewiskiem”.

Największe wrażenie zrobiła na mnie posiadłość na fotografii poniżej. Jestem przekonana, że kryje w sobie jakąś mroczną tajemnicę!

Przemierzając przyjemnie płaskie tereny odbieramy bezcenną lekcję przyrody.

Jeżeli cenicie dyskrecję i wygodę, polecam zatrzymać się w Dworku Gawra przy ulicy  Gen. M. Polecha 2 w Białowieży. Cudne miejsce, tuż przy bramie parku narodowego.

Miłego, spokojnego dnia!

 

Marbella perła Andaluzji

26 sie

Lato powoli nas opuszcza. Poranki zaczynają witać orzeźwiającym chłodem. Już brakuje mi upalnych dni.

 Zabieram Was dzisiaj do miejsca, w którym nocny spacer w T-shirt’cie nadal jest możliwy.

 

Marbella - hiszpańskie miasteczko w Andaluzji.

 

 Czaruje urokliwymi uliczkami dającymi schronienie przed gorącym słońcem południa. Czyste, piaszczyste plaże. Ciepła ,śródziemnomorska woda.

 

 Każdy zakamarek zabytkowej części miasta kusi niezliczoną ilością kawiarni, restauracji.

Nie sposób opszeć się serwowanym wszędzie lokalnym tapas (niewielkim przystawkom, często w wersji mix).

Dla amatorów owoców morza idealne będą chiringuitos (zazwyczaj otwierane dopiero po zmroku). Wyśmienite rybki przygotowywane są na naszych oczach, w najprostrzy ze sposobów. Na małych ogniskach umiejscowionych bezpośrednio na plaży.

 

Polecam skosztować „espetos de sardinas” – mój faworyt od dobrych kilku lat.

Mamy okazję przeżywać niezwykłą kulinarną przygodę, przyprawioną światłem księżyca i szumem morza.

Na deser kąpiel wśród fal? Czemu nie!

Dobrego dnia!

 

Urlop break ;)

26 sie

Kochani!

Na blogu chwilowy zastój spowodowany moim urlopem. Obiecuję wynagrodzić tą posuchę pięknymi zdjęciami już wkrótce.

Tymczasem, relaks…

Buziaki!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii kobieta, miejsca, podróże

 

Color therapy healing – Mexico, Puebla.

12 sie

Dzisiaj poniedziałek. Początek tygodnia, deficyt sił. Ratując się kawą postanowiłam zwalczyć zmęczenie stawiając na kolory! Barwy budzą do życia, dodają energii. Taka ekspresowa terapia naprawdę przynosi efekty. Kolorowy będzie również dzisiejszy post.

Meksyk – miasto moloch, tonące w smogu. Zagęszczenie samochodów na metr kwadratowy, jak dla mnie zbyt duże. Będąc w centrum ciężko złapać oddech.

Enklawami są hotele dla zagranicznych turystów. Właśnie w jednym z takich znalazłam swoje miejsce.

Oswajanie Meksyku rozpoczęłam od przystanku w Narodowym Muzeum  Antropologicznym. Banalne? Wcale nie. Oczekiwałam tłumów a spotkałam ciszę i ukojenie.

Zostałam poddana magii szamanów. Skutecznie udało im się rzucić na mnie zaklęcie.

Nieograniczoną przestrzenią mogłam cieszyć się kilkadziesiąt minut jazdy ze Ciudad de Mexico – w prekolumbijskim mieście Teotihuacan. Warto wybrać się tu wczesnym rankiem. Jesteśmy tam wtedy prawie sami. Wtedy łatwiej wyobrazić sobie jak żyło „miejsce, w którym ludzie stawali się bogami”.

Prawdziwy zastrzyk energii otrzymałam w Xochimilco, podczas wyprawy łodziami zwanymi „trajineras”. Tutaj kolory były wszędzie. Cudownie!

Prawie jak nasi flisacy ;)

Impreza na łódkach? Czemu nie! Mariachi obowiązkowi.

Zauroczeni tym, co zobaczyliśmy, postanowiliśmy pojechać dalej, w głąb kraju. Kolejna piękna niespodzianka: Puebla. Bardziej przypomina mi europejskie miasteczko niż  otoczoną przez góry i wulkany środkowoamerykańską miejscowość. Tropikalny klimat i specyficzne jedzenie skutecznie dają znać, gdzie jesteśmy.

Kwiat pustyni :)

Na koniec zdjęcie, które uwielbiam. Przypomina, że zawsze warto mieć w sobie coś z dziecka!

KOLOROWEGO DNIA!

 

Boskie Buenos

09 sie

Za oknem tropikalne temperatury. Przydała by się porządna ulewa. Pamiętam taki zbawienny prysznic z nieba, który miałam okazję przeżyć podczas wizyty w Buenos Aires. Byłam przemoczona do suchej nitki ale przeszczęśliwa! Chwila oddechu podczas zwiedzania tego miasta – bezcenna.

W tamtejszych warunkach „trochę” wody nikogo nie dziwi. Nikt nie ucieka w popłochu. Ludzie nadal jeżdżą na rowerach, spokojnie, bez pośpiechu, bez nerwów. My, jak na wygodnych Europejczyków przystało postanowiliśmy poszukać suchego miejsca na przeczekanie. Lokalna knajpka przywitała nas swoimi dobrodziejstwami. Przepysznymi empanadas (smażone pierożki nadziewane przeróżnymi wynalazkami) i nastrojem relaksu udzielającym się każdemu, kto tu zawitał.

A po burzy wyszło słońce. Buenos uśmiechało się do nas baaardzo szeroko, ukazując swój niesamowity koloryt. Dzielnica portowa La Boca wita rozbrzmiewając rytmem tanga, ferią barw, różnorodnością, gwarem.

Gdy zmęczył nas tłum postanowiliśmy poszukać miejsc do wyciszenia się. Wśród zieleni odpoczywa się najpełniej.

 

Dla potrzebujących strawy dla ciała polecam wyśmienity lokal Des Vivel. Porcje mięsa wybiera się tam samodzielnie a następnie na specjalnie przygotowanym ruszcie smaży się niepowtarzalna parrillada.

Nasze wieczory nie mogły się obyć bez „zestawów specjalnych”, czyli pitka różnej maści oraz dulce de leche.

Poza pamiątkami z Buenos bardzo ważne są dla mnie chwile.

Do dzisiaj wracam tam , łapię tamto powietrze, tamten oddech…

Zdjęcia: Grzegorz W. i Anna D.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii